poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 1 "Pierwsze spotkanie"




Kendall POV's

"Died last night in my dreams
Walking the streets
Of some old ghost town
I tried to believe
In God and James Dean
But Hollywood sold out"*

Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, więc wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę biurka, na którym zostawiłam telefon, po czym wzięłam go do ręki i uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam zdjęcie mojej przyjaciółki na wyświetlaczu. Następnie kliknęłam na zieloną słuchawkę, aby odebrać połączenie i przyłożyłam telefon do ucha.

-Hej kochanie - usłyszałam głos dziewczyny po drugie stronie.

-Hej piękna - przywitałam się z szatynką i przygryzam lekko wargę, wracjąc zpowrotem na swoje wcześniejsze miejsce.

-Co dzisiaj ubierasz? Jak się malujesz i czeszesz? - zapytała na jednym wdechu, a ja zaczęłam cicho chichotać.

-Rosie - zrobiłam pauzę - przecież mnie znasz. Jakaś krótka sukienka, wygodne szpilki, mocny makijaż, a włosy wyprostowane lub pokręcone. - uśmiechnęłam się do siebie chociaż i tak wiem, że ona tego nie widzi.

-Masz rację - mówi i wypuszcza powietrze z płuc. - Nie mam pojcia co ubrać. Mam pomysł! - krzyknęła entuzjastycznie do telefonu, a ja zaczęłam się z niej śmiać. - Pomorzesz mi! - teraz wyobraziłam sobie jak klaszcze w dłonie, zadowolona ze swojego pomysłu.

-A ja mam lepszy! - wystawiłam jej język, ale niestety ona nie może tego zobaczyć. - Przyjedź do mnie! Porzyczę Ci coś swojego! - usłyszałam krzyk Rosie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

-Dziewczyno, kocham cię!! - zaczęła krzyczeć do telefonu, więc musiałam odsunąć swój od ucha, aby nie ogłuchnąć, a w między czasie do mojego pokoju wparował Christian z chłopakami, którzy się o coś kłucili, więc zapewne przyszli tutaj, abym to ja pomogła im rozwiązać ten problem. - O której mam przyjść do ciebie? - zapytała już opanowanym tonem.

-18:30? Co ty na to? - pytam, a chłopcy przyglądają mi się badawczo, a ja pokazuje im wyświetlacz mojego telefonu, na którym aktualnie znajduje się zdjęcie Rosie, na co oni równocześnie odpowiadają preciągniętym 'aaaa...'.

-To do zobaczenia! Kocham cię! - mówi, więc odpowiadam jej tym samym i od razu się rozłączam.

-Co chcieliście? - zapytałam miło i poprawiłam się na swoim miejscu wyczekując odpowiedzi.

-Ztęskniliśmy się za tobą. - powiedział Chaz i wszyscu rzucili się w moją stronę, przez co nie miałam namniejszych szans na ucieczkę. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a ja wiedząc już o co chodzi zaczłam się wyrywać i krzyczeć 'Niee!', ale oni nie zwracają na to najmniejszej uwagi zaczęli mnie gilgotać, a ja wybuchnęłam niepochamowanym śmiechem, z czego Ci debile się śmiali. Gdy znudziło im się torturowanie mnie, zakończyli wcześniejszą czynność i usiedli na moim łóżku, a ja ciężko oddychając podniosłam się z pozycji siedzącej i podciągnęłam kolana pod brodę, prubójąc opanować oddech. Niestety na marne, więc sięgam ręką do szuflatki, w mojej szawce nocnej i wyjmuję z niej mój inhalator na astmę. Tak, mam astmę. To zaczęło sięz gdy miałam 10 lat, więc użeram się z tą chorobą od 7 lat.

Astma to choroba, która występuje zazwyczaj u alergików - czyli jak u mnie. Jestem uczulona na sierść kota i psa, rybę i coś, na co alergii nie chciała bym mieć, ale nie stety to nie mój wybór - roztocza, czyli po prostu kurz. To jest okropne. Często mam katar i kicham, swędzą mnie oczy i mam wysypkę na całym ciele.

Otworzyłam inhalator i wypuszczając powietrze wciągnęłam so płuc substancję, która rozszerza płuca i pozwala mi już na normalne oddychanie. Pod czas tej czynności chłopcy przyglądali mi się bardzo zaintrygowani moimi poczynaniami. Nie rozumiem dlaczego. Przecież nie pierwszy raz widzieli jak to robię.

-Przepraszamy! - krzyknęli chórem, a ja się zaśmiałam.

-To nie wasza wina. Dla mnie to normalne. - uniosłam kąciki ust do góry i wyszczerzyłam się do moich mięśniaków, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

Mój żołądek dawał o sobie znać, a stwierdzając po minach chłopaków też słyszeli jak mi burczy w brzuchu. Posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia i wiedziałam, że pewnie wpadli na głupi pomysł, że coś ugotują. Nie czekając, aż coś powiedzą postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.

-Zamawiamy pizze! - krzyknęłm entuzjastycznie, a oni kolejny już dzisiaj raz zaczęli się śmiać, a ja nie chcąc być gorsza dołączyłam do nich. Po pięciu minutach byliśmy już opanowani. - Jaką zamawiamy? - zapytałam szczerząc się do nich. I oczywiście znowu był problem, bo chłopcy kłócili się pomiędzy pizzą 'z peperoni', a 'kowbojską'. - Ja mam lepszy pomysł! - krzyknęłam w ich stronę, aby się przymknęli i tak też się stało. - 

Zamówimy hawajską, kowbojską i z peperonii. Nie lepszy pomysł? - zapytałam uchachana, a oni spojrzeli na mnie jak na debila, przez co zaczęłam się śmiać. - Po co od razu się kłócić?! - powiedziałam, a oni przytaknęli kiwając głową.

Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi, ale zatrzymała mnie dłoń na moim nadgarstku i nim się obejrzałam chłopcy - wszyscy- znosili mnie na dół. Całą drogę z mojego pokoju do salonu śmialiśmy się jak walnięci, bez najmniejszego powodu. Zapewne gdyby zobaczył nas ktoś z zewnątrz, zaleciłby nam wizyte u psychologa. Położyli mnie na skurzanej kanapie, która idealnie zgrana była ze szklanym stolikiem do kawy, ogromnym 90' calowym telewizorze, który znajduje sie na przeciwko biafej kanapy, która jest strzasznie wygodna. W pokoju jest mnustwo okien - jak w całym domu - które robią prawie za ściany. Pod telewizorem znajduje się szawka, na której stoi mój Xbox 360, z którego dawno nie korzystałam. Na środku pokoju znajduje się ogromy, biały, puszysty dywan, który idealnie tu pasuje. Po prawej stronie salonu znajduje się kominek i dwa bujane fotele, z których rzadko kiedy ktoś korzysta. Nad nim wisi ogromy portret rodzinny, który zmieniany jest raz w roku. To nasza tradycja rodzinna. Co roku, 6 grudnia jeździmy na sesję z fotogragiczną, a stare obrazy zostawiamy na pamiątkę. Po lewej stronie znajduje się biały fortepian, na którym uczyłam się grać. Pod oknem stoją dwie gitary - jedna klasyczna, a druga elektryczna-.

-Idę po picie, a wy zamówcie pizze. - informuję ich i nie czekając na jaką kolwiek odpowiedź ruszam do ogromnych rozmiarów kuchni.

Pomieszczenie jest białe. Po lewej stronie, na tej samej ścianie co wejście znajduje się blat ze zlewem i zmywarka. Na samym środku pomieszczenia znajduje się wyspa kuchenna z kuchenką. Po lewej stronie znajduje się ogromna dwudrzwiowa lodówka, w kolorze czarnym. Na prawej ścianie znajdują się tylko okna. Pod każdą ścianą pomieszczenia znajduje się biały blat, a nad nim sźawki w tym samym kolorze, w którym umieszczone są, m.in. szklanki i talerze. Na blacie znajduje się mikrofalówka, mój ukochany ekspres do kawy, toster i wiele innych rzeczy.

Z kieszeni jeans'ów wyciągnęłam mojego złotego IPhon'a. Weszłam w wiadomości, a następnie kliknęłam na moją ostatnią konwersację z Rose. Kliknęłam na puste okienko pisząc wiadomość, a następnie wysłałam ją do szatynki.

Do: Kaczuszka <3<3<3

 Cześć kaczuszko :** Jak chcesz to przyjdź już teraz. Zamówiliśmy pizze! <3<3

 Od: Kaczuszka <3<3<3

Hej chomiczku :** Jak pizza to już lece <3<3<3

Już nic nie odpisałam. Od razu ruszyłam w stronę szawki, w której znajdują się szklanki. Wyjęłam odpowiednią ilość szklanek, po czym ze śpiżarki wzięłam dwie butelki pepsi i jak poprzednio zaniosłam je do salonu, gdzie chłopcy oglądali Smerfy, a ja wybuchnęłam śmiechem, przez co oni patrzyli na mnie jak na wariatkę, bo zapewne teraz tak wyglądałam.

-Teraz już nic mnie nie zadziwi - powiedziałam nie przestając się śmiać.

-Jesteś nie możliwa - odezwał się Taylor.

-My tu oglądamy mądre bajki, a ty się z nas śmiejesz. -tym razem powiedział się Ryan.

Naszą jakże interesującą konwersację przerwał dzwonek do drzwi, wieć ruszyłam w stronę dzwi wejściosych. Za drzwiami ujrzałam uśmiechniętą Rose. Przywitałam się z nią i zaprosiłam do salonu. Po niecałych 10 minitach przyjechała nasza pizza.

"""

-Ej, to moje! - zaczęłam krzyczeć, gdy Chaz zabrał z mojej ręki ostatni kawałek pizzy hawajskiej.

 -Teraz już moje! - powiedział, a następnie pokazał mi swój język i zaczął konsumować moją pizze.

-Dupek. - rzuciłam w stronę blondyna i upiłam łyk pepsi. Zerknęłam na wyświetlacz mojego IPhon'a. Dochodziła już godzina 18:24, więc podniosłam się z kanapy i stanęłam na równe nogi. - Rose? Idziemy się szykować? - zapytałam przyjaciółkę, a ona tylko pokiwała głową i ruszyła za mną wstronę schodów, a następnie do mojego pokoju. 

Mój pokój jest dużych rozmiarów. Ściany są pomalowane na jasny, morski kolor z różowymi elementami. Na przeciwko od wejścia znajduje się ogromne białe łóżko z pościelą w kolorach ścian. Po obydwóch stronach znajdują się szawki nocne z złotymi lampkami. Na przeciwko łóżka, na ścianie wisi biały 50' telewizor. Na środku pokoju znajduje się duży, biały, puszysty dywan, a nad nim lampa z wiatrakiem w tym samym kolorze. Przy prawej ścianie stoi duże, białe biórko, a na nim mój laptop firmy ACER, lampka oraz koszyczek z długopisami itp. Nad szawkami nocnymi znajdują się dwaz duże okna z białymi zasłonami. Na parapetach znajdują się dwa białe materace i poduszi w kolorze ścian. Przy lewej ścianie znajduje się biała toaletka z moimi wszystkimi kosmetykami. Obok znajdują się drzwi, które prowadzą do średnich rozmiarów garderoby. Na całych ścianach znajdowały się półki i wieszaki z milionem ubrań i butów. Na środku pokoju znajduje się złoty fotel i stolik, na którym znajduje się moja cała biżuteria. Obok garderoby znajdują się drzwi do średnich rozmiarów łazienki. Na lewej ścianie znajduje się duże okno, a przy nim ogromna wanna. Na przeciwko drzwi jest duża umywalka z lustrem, a po prawej stronie toaleta. Koło wanny jest średnich rozmiarów prysznic, a obok niego szawka i wiszak na ręczniki oraz grzejnik.

Razem z Rose od razu ruszyłyśmy do garderoby, aby wybrać stroje na dzisiaj. Ja wybrałam czarną bokserkę, jasne, jeansowe spodnie z dziórami, niebieską kurtkę z czerwono-białymi wstawkami i czarne botki na cienkim obcasie. Wzięłam jeszcze świerzą bielizne i ruszyłam do łazienki. Połorzyłam ubrania na półce, a te, które miałam na sobie wrzuciłam do kosza na pranie i weszłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało żelem o zapachu limonki i mandarynki, po czym spłukałam pianę i umyłam swoje włosy szamponem o takim samym zapachu co żel. Ponownie spłukałam całą pianę i wyszłam z pod prysznica wycierając się moim puszystym ręcznikiem. Gdy byłam już słucha załorzyłam swoją czarną, koronkową bieliznę i owinęłam swoje włosy ręcznikiem. Wyszczotkowałam zęby i ubrałam wybranne wcześniej ubrania. Ściągnęłam ręcznik i odwiesiłam go na wieszak. Wyszłam z łazienki, aby Rose też mogła wziąć prysznic i bez słowa ruszyłam do toaletki, a szatynka zniknęła za drzwiami łazienki.

Wysłuszyłam włosy i postanowiłam, że zostawie je naturalnie pokręcone, ale związałam je z tyłu gumką w niską kitkę. Nałorzyłam podkład, korektor, fluid oraz puder. Nałożyłam maskarę, po czym narysowam dwie idealne kreski moim eye-liner'em oraz nałorzyłam trochę ciemnych cieni na powieki. Pomalowałam jeszcze usta czerwoną szminką i wyglądałam idealnie. Weszłam jeszczę do garderoby, aby wybrać jakieś dodatki. 
 Po krótkim namyśle zdecydowałam się na czarny naszyjnik, który wygłąda jak sznurek. Złoty zegarek i tego samego koloru kolczyki wkrętki w kształcie kółek. Wzięłam jeszcze małą, czarną kopertówkę na złotym łańcuszki. Wróciłam do pokoju gdzie czekała już ubrana Rose.

Miała na sobie kombinezon bez pleców, wiązany z tyłu. Biała góra i czarny dół. Do tego srebrne buty i torebka oraz biżuteria tego samego koloru. Właśnie kończyła prostować włosy, więc podeszłam do niej i zaczęłam robić jej makijaż. Nałożyłam podkład, korektor, fluid i puder. Następnie nałożyłam maskarę i ciemne cienie. Na koniec cielisty błyszczyk i Rose wyglądała genialnie.

-Wyglądasz pięknie - pochwaliłam przyjaciółkę i uśmiechnęłam się triumfalnie widząc moje dzieło.

-Dziękuję Ci kochana - podziękowała uśmiechnięta. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek w ramach podziękowań, a ja się lekko zaśmiałam.

-Idziemy? - zapytałam przyjaciółkę pakując do torebki mojego IPhon'a, portfel, chusteczki i szminkę, którą użyłam wcześniej, a ona pokiwała na tak i razem ruszyłyśmy w stronę drzwi. Zeszłyśmy do salonu, gdzie zastałyśmy chłopców. Rose podeszła do mojego brata i go pocałowała. Wspominałam, że są parą? Spotykają się razem od 2 lat. Słodko razem wyglądają.

Chłopcy jak zawsze pochwalili nasz wygląd i razem wyszliśmy z domu. Rodziców jak co sobotę nie ma. W każdą sobotę jedzą kolację ze znajomymi. Jedyny dzień, w którym możemy spędzić razem czas to niedziela. Tylko wtedy rodzice mają czas, aby go z nami spędzić.

Ruszyliśmy do samochodów. Ja jak zawsze jadę sama moim białym Ferrari 458 Italia. Rose jedzie z Christian'em. Chaz z Ryan'em i Alfredo z Edward'em. Zawsze tak jeździmy. Wyjechaliśmy z podjazdu jak zawsze w tej samej kolejności. Pierwsza ja, za mną Christian i Rose, później Alfredo i Edward, a na końcu Chaz i Ryan.

Jadąc ulicami Los Angeles wszyscy widząc nas zjeżdżali nam z drogi. Jadąc 200 km/h dojechaliśmy w 15 minut. Od razu, gdy wjechałam przez bramę wszyscy zwrócili wzrok na nas i wszystkie rozmowy ucichły, jedynie niektórzy szeptali coś między sobą.

Zgasiłam silnik samochodu i pewnym siebie krokiem wysiadłam zamykając drzwi na klucz, a po chwili dołączyła do mnie reszta. Ruszyliśmy do miejsca, gdzie wszyscy zgłaszają się do wyścigów. Ja mam najgorzej, bo mało kto chce się ze mną ścigać. Nikt nie lubi przegrywać.

Wróciliśmy do miejsca, gdzie stały nasze samochody i zaczęliśmy dyskutować na różne tematy. Zaczęłam się rozglądać, a moją uwagę przykuło wjeżdżające czerwone Mitsubishi Eclipse GS z 2008 roku. Nigdy wcześniej go tutaj nie widziałam. Zaparkował nie daleko nas, a z samochodu wysiadł dość wysoki chłopak. Na pierwszy rzut oka był przystojny. Z pod białej czapki wystawały zaczesane do tyłu blond włosy. Tajemniczy chłopak miał na sobie ciemne jeansy opuszczone w kroku, z pod których wystawały białe bokserki od Calvin'a Klein'a. Miał na sobie również zwykłą białą bokserkę, a na to rozpiętą, flanelową koszulę z podwiniętymi rękawami do łokci oraz szare Supry. Jego szyję zdobił złoty naszyjnik i nieśmiertelnik, a na jego nadgarstku widniał złoty zegarek. W uszach widniały również dwa złote kolczyki. Jego ręce pokrywało multum tatuaży, które bardzo mi się podobały. Przyjrzałam mu się uważniej. Miał piękne czekoladowe oczy, które od razu mnie oczarowały. Miał malinowe usta, które na sam widok chce się całować, a po ich prawej stronie znajdował się pieprzyk,, który dodawał mu uroku.

Od razu gdy wysiadł z samochodu plastiki w skąpych strojach otoczyły go z każdej strony, ale on nie zwracał na nie uwagi. Cały czas spoglądał w naszą stronę z lekkim uśmiechem. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, brązowooki puścił do mnie oczko, a ja odwzajemniłam uśmiech. Spojrzałam na Christiana i resztę chłopaków, którzy szeptali coś między sobą patrząc w stronę nieznnajomego. Posłałam Rosie pytające spojrzenie, lecz ona tylko wzruszyła ramionami i wróciła wzrokiem na chłopaka, który był już tylko kilka metrów od nas.

-Christian - powiedział blondyn i uśmiechnął się szeroko po czym przywitał się z moim bratem męskim uściskiem dłoni.

-Ile lat się nie widzieliśmy? - zapytał Beadles - 5, 6 lat? - znów zadał pytanie, a tajemniczy chłopak pokiwał tylko głową.

Gdy przywitał się już z wszystkimi, oprócz mnie skierował się w moją stronę. Zatrzymał się 10 centymetrów ode mnie, a na jego twarzy widniał jeszcze większy uśmiech.

-Kendall - zwrócił się do mnie, a w jego oczach zaóważyłam iskierki szczęścia. Chłopak zmniejszył odległość między nami i po chwili mnie przytulił, a mnie zamurowało.

Nawet go nie znałam, a on się do mnie przystawiał. Nie miałam pojęcia z kąd znał moje imię oraz moich przyjaciół, a tak poza tym pierwszy raz go tutaj widziałam. Gdy udało mi się wyszarpać z jego uścisku spojrzałam w jego oczy. Nie było w nich już tej radości. Były pełne smutku i niezrozumienia. Nie wiedziałam o co chodzi. Przerzuciłam wzrok na Chhristiana. Zadałam mu nieme pytanie "kto to?", a on chyba zrozumiał o co chodzi, więc szybko do nas podszedł.

-Justin, ona cie nie pamięta - powiedział spokojnie, a my oboje spojrzeliśmy na niego pytającym spojrzeniem. - Kendall 4 lata temu miała wypadek... -zaczął - Została potrącona przez samochód. - zrobił przerwę - Ledwo przeżyła... - powiedział prawie niesłyszalnie - Straciła pamięć. Nie pamiętała nic. Nawet jak się nazywa. Poznawała nas od nowa, a ona sama bardzo się zmieniła. To już nie ta sama szara myszka co pięć lat temu, już chyba to zauważyłeś. W dalszym ciągu pamięta mało osób, a ty... -wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze - Widziała twoje zdjęcia, ale bardzo się zmieniłeś. Dlatego cie nie poznała. - uśmiechnął się lekko w naszą stronę.

-To dla tego przestałaś pisać - powiedział myśląc nad czymś. - Myślałem, że po prostu znalazłaś sobie kogoś innego i mnie nie chcesz znać. - powiedział z nutką nadziei w głosie.

-My byliśmy razem? - krzyknęłam zaskoczona. Pięknooki pokiwał lekko głową i posłał mo strasznie seksowny uśmiech. - Przepraszam! Ja.. Nie wiedziałm..! - zaczęłam się tłumaczyć, a on mnie uciszył przykładając palec wzkazujący do moich ust. I bez żadnych zbędnych słów po prostu mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Poczułam przyjemne ciepło, tak jakby jakaś pustka w moim sercu została zapełniona.

***

Hej kochani!!! Oto 1 rozdział! Mam nadzieje, ze przypadnie wam do gustu. Nie wiem kiedy nastepny, bo jutro jest rozpoczecie roku sql, wiec bede miala mniej czasu.

Komentujcie!!! Kocham ❤❤❤

(**2687 słów**)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz