Kendall POV's
"Died last night in my dreams
Walking the streets
Of some old ghost town
I tried to believe
In God and James Dean
But Hollywood sold out"*
Walking the streets
Of some old ghost town
I tried to believe
In God and James Dean
But Hollywood sold out"*
Usłyszałam dzwonek
mojego telefonu, więc wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę biurka, na
którym zostawiłam telefon, po czym wzięłam go do ręki i uśmiechnęłam
się, gdy zobaczyłam zdjęcie mojej przyjaciółki na wyświetlaczu.
Następnie kliknęłam na zieloną słuchawkę, aby odebrać połączenie i
przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej kochanie - usłyszałam głos dziewczyny po drugie stronie.
-Hej piękna - przywitałam się z szatynką i przygryzam lekko wargę, wracjąc zpowrotem na swoje wcześniejsze miejsce.
-Co dzisiaj ubierasz? Jak się malujesz i czeszesz? - zapytała na jednym wdechu, a ja zaczęłam cicho chichotać.
-Rosie - zrobiłam pauzę -
przecież mnie znasz. Jakaś krótka sukienka, wygodne szpilki, mocny
makijaż, a włosy wyprostowane lub pokręcone. - uśmiechnęłam się do
siebie chociaż i tak wiem, że ona tego nie widzi.
-Masz rację - mówi i
wypuszcza powietrze z płuc. - Nie mam pojcia co ubrać. Mam pomysł! -
krzyknęła entuzjastycznie do telefonu, a ja zaczęłam się z niej śmiać. -
Pomorzesz mi! - teraz wyobraziłam sobie jak klaszcze w dłonie,
zadowolona ze swojego pomysłu.
-A ja mam lepszy! -
wystawiłam jej język, ale niestety ona nie może tego zobaczyć. -
Przyjedź do mnie! Porzyczę Ci coś swojego! - usłyszałam krzyk Rosie, po
czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dziewczyno, kocham
cię!! - zaczęła krzyczeć do telefonu, więc musiałam odsunąć swój od
ucha, aby nie ogłuchnąć, a w między czasie do mojego pokoju wparował
Christian z chłopakami, którzy się o coś kłucili, więc zapewne przyszli
tutaj, abym to ja pomogła im rozwiązać ten problem. - O której mam
przyjść do ciebie? - zapytała już opanowanym tonem.
-18:30? Co ty na to? -
pytam, a chłopcy przyglądają mi się badawczo, a ja pokazuje im
wyświetlacz mojego telefonu, na którym aktualnie znajduje się zdjęcie
Rosie, na co oni równocześnie odpowiadają preciągniętym 'aaaa...'.
-To do zobaczenia! Kocham cię! - mówi, więc odpowiadam jej tym samym i od razu się rozłączam.
-Co chcieliście? - zapytałam miło i poprawiłam się na swoim miejscu wyczekując odpowiedzi.
-Ztęskniliśmy się za
tobą. - powiedział Chaz i wszyscu rzucili się w moją stronę, przez co
nie miałam namniejszych szans na ucieczkę. Spojrzeli na siebie
porozumiewawczo, a ja wiedząc już o co chodzi zaczłam się wyrywać i
krzyczeć 'Niee!', ale oni nie zwracają na to najmniejszej uwagi zaczęli
mnie gilgotać, a ja wybuchnęłam niepochamowanym śmiechem, z czego Ci
debile się śmiali. Gdy znudziło im się torturowanie mnie, zakończyli
wcześniejszą czynność i usiedli na moim łóżku, a ja ciężko oddychając
podniosłam się z pozycji siedzącej i podciągnęłam kolana pod brodę,
prubójąc opanować oddech. Niestety na marne, więc sięgam ręką do
szuflatki, w mojej szawce nocnej i wyjmuję z niej mój inhalator na
astmę. Tak, mam astmę. To zaczęło sięz gdy miałam 10 lat, więc użeram
się z tą chorobą od 7 lat.
Astma to choroba, która
występuje zazwyczaj u alergików - czyli jak u mnie. Jestem uczulona na
sierść kota i psa, rybę i coś, na co alergii nie chciała bym mieć, ale
nie stety to nie mój wybór - roztocza, czyli po prostu kurz. To jest
okropne. Często mam katar i kicham, swędzą mnie oczy i mam wysypkę na
całym ciele.
Otworzyłam inhalator i
wypuszczając powietrze wciągnęłam so płuc substancję, która rozszerza
płuca i pozwala mi już na normalne oddychanie. Pod czas tej czynności
chłopcy przyglądali mi się bardzo zaintrygowani moimi poczynaniami. Nie
rozumiem dlaczego. Przecież nie pierwszy raz widzieli jak to robię.
-Przepraszamy! - krzyknęli chórem, a ja się zaśmiałam.
-To nie wasza wina. Dla
mnie to normalne. - uniosłam kąciki ust do góry i wyszczerzyłam się do
moich mięśniaków, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Mój żołądek dawał o
sobie znać, a stwierdzając po minach chłopaków też słyszeli jak mi
burczy w brzuchu. Posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia i wiedziałam,
że pewnie wpadli na głupi pomysł, że coś ugotują. Nie czekając, aż coś
powiedzą postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
-Zamawiamy pizze! -
krzyknęłm entuzjastycznie, a oni kolejny już dzisiaj raz zaczęli się
śmiać, a ja nie chcąc być gorsza dołączyłam do nich. Po pięciu minutach
byliśmy już opanowani. - Jaką zamawiamy? - zapytałam szczerząc się do
nich. I oczywiście znowu był problem, bo chłopcy kłócili się pomiędzy
pizzą 'z peperoni', a 'kowbojską'. - Ja mam lepszy pomysł! - krzyknęłam w
ich stronę, aby się przymknęli i tak też się stało. -
Zamówimy
hawajską, kowbojską i z peperonii. Nie lepszy pomysł? - zapytałam
uchachana, a oni spojrzeli na mnie jak na debila, przez co zaczęłam się
śmiać. - Po co od razu się kłócić?! - powiedziałam, a oni przytaknęli
kiwając głową.
Wstałam z łóżka i
ruszyłam w stronę drzwi, ale zatrzymała mnie dłoń na moim nadgarstku i
nim się obejrzałam chłopcy - wszyscy- znosili mnie na dół. Całą drogę z
mojego pokoju do salonu śmialiśmy się jak walnięci, bez najmniejszego
powodu. Zapewne gdyby zobaczył nas ktoś z zewnątrz, zaleciłby nam wizyte
u psychologa. Położyli mnie na skurzanej kanapie, która idealnie zgrana
była ze szklanym stolikiem do kawy, ogromnym 90' calowym telewizorze,
który znajduje sie na przeciwko biafej kanapy, która jest strzasznie
wygodna. W pokoju jest mnustwo okien - jak w całym domu - które robią
prawie za ściany. Pod telewizorem znajduje się szawka, na której stoi
mój Xbox 360, z którego dawno nie korzystałam. Na środku pokoju znajduje
się ogromy, biały, puszysty dywan, który idealnie tu pasuje. Po prawej
stronie salonu znajduje się kominek i dwa bujane fotele, z których
rzadko kiedy ktoś korzysta. Nad nim wisi ogromy portret rodzinny, który
zmieniany jest raz w roku. To nasza tradycja rodzinna. Co roku, 6
grudnia jeździmy na sesję z fotogragiczną, a stare obrazy zostawiamy na
pamiątkę. Po lewej stronie znajduje się biały fortepian, na którym
uczyłam się grać. Pod oknem stoją dwie gitary - jedna klasyczna, a druga
elektryczna-.
-Idę po picie, a wy
zamówcie pizze. - informuję ich i nie czekając na jaką kolwiek odpowiedź
ruszam do ogromnych rozmiarów kuchni.
Pomieszczenie jest
białe. Po lewej stronie, na tej samej ścianie co wejście znajduje się
blat ze zlewem i zmywarka. Na samym środku pomieszczenia znajduje się
wyspa kuchenna z kuchenką. Po lewej stronie znajduje się ogromna
dwudrzwiowa lodówka, w kolorze czarnym. Na prawej ścianie znajdują się
tylko okna. Pod każdą ścianą pomieszczenia znajduje się biały blat, a
nad nim sźawki w tym samym kolorze, w którym umieszczone są, m.in.
szklanki i talerze. Na blacie znajduje się mikrofalówka, mój ukochany
ekspres do kawy, toster i wiele innych rzeczy.
Z kieszeni jeans'ów
wyciągnęłam mojego złotego IPhon'a. Weszłam w wiadomości, a następnie
kliknęłam na moją ostatnią konwersację z Rose. Kliknęłam na puste
okienko pisząc wiadomość, a następnie wysłałam ją do szatynki.
Do: Kaczuszka <3<3<3
Cześć kaczuszko :** Jak chcesz to przyjdź już teraz. Zamówiliśmy pizze! <3<3
Od: Kaczuszka <3<3<3
Hej chomiczku :** Jak pizza to już lece <3<3<3
Już nic nie odpisałam.
Od razu ruszyłam w stronę szawki, w której znajdują się szklanki.
Wyjęłam odpowiednią ilość szklanek, po czym ze śpiżarki wzięłam dwie
butelki pepsi i jak poprzednio zaniosłam je do salonu, gdzie chłopcy
oglądali Smerfy, a ja wybuchnęłam śmiechem, przez co oni patrzyli na
mnie jak na wariatkę, bo zapewne teraz tak wyglądałam.
-Teraz już nic mnie nie zadziwi - powiedziałam nie przestając się śmiać.
-Jesteś nie możliwa - odezwał się Taylor.
-My tu oglądamy mądre bajki, a ty się z nas śmiejesz. -tym razem powiedział się Ryan.
Naszą jakże interesującą
konwersację przerwał dzwonek do drzwi, wieć ruszyłam w stronę dzwi
wejściosych. Za drzwiami ujrzałam uśmiechniętą Rose. Przywitałam się z
nią i zaprosiłam do salonu. Po niecałych 10 minitach przyjechała nasza
pizza.
"""
-Ej, to moje! - zaczęłam krzyczeć, gdy Chaz zabrał z mojej ręki ostatni kawałek pizzy hawajskiej.
-Teraz już moje! - powiedział, a następnie pokazał mi swój język i zaczął konsumować moją pizze.
-Dupek. - rzuciłam w
stronę blondyna i upiłam łyk pepsi. Zerknęłam na wyświetlacz mojego
IPhon'a. Dochodziła już godzina 18:24, więc podniosłam się z kanapy i
stanęłam na równe nogi. - Rose? Idziemy się szykować? - zapytałam
przyjaciółkę, a ona tylko pokiwała głową i ruszyła za mną wstronę
schodów, a następnie do mojego pokoju.
Mój pokój jest dużych
rozmiarów. Ściany są pomalowane na jasny, morski kolor z różowymi
elementami. Na przeciwko od wejścia znajduje się ogromne białe łóżko z
pościelą w kolorach ścian. Po obydwóch stronach znajdują się szawki
nocne z złotymi lampkami. Na przeciwko łóżka, na ścianie wisi biały 50'
telewizor. Na środku pokoju znajduje się duży, biały, puszysty dywan, a
nad nim lampa z wiatrakiem w tym samym kolorze. Przy prawej ścianie stoi
duże, białe biórko, a na nim mój laptop firmy ACER, lampka oraz
koszyczek z długopisami itp. Nad szawkami nocnymi znajdują się dwaz duże
okna z białymi zasłonami. Na parapetach znajdują się dwa białe materace
i poduszi w kolorze ścian. Przy lewej ścianie znajduje się biała
toaletka z moimi wszystkimi kosmetykami. Obok znajdują się drzwi, które
prowadzą do średnich rozmiarów garderoby. Na całych ścianach znajdowały
się półki i wieszaki z milionem ubrań i butów. Na środku pokoju znajduje
się złoty fotel i stolik, na którym znajduje się moja cała biżuteria.
Obok garderoby znajdują się drzwi do średnich rozmiarów łazienki. Na
lewej ścianie znajduje się duże okno, a przy nim ogromna wanna. Na
przeciwko drzwi jest duża umywalka z lustrem, a po prawej stronie
toaleta. Koło wanny jest średnich rozmiarów prysznic, a obok niego
szawka i wiszak na ręczniki oraz grzejnik.
Razem z Rose od razu
ruszyłyśmy do garderoby, aby wybrać stroje na dzisiaj. Ja wybrałam
czarną bokserkę, jasne, jeansowe spodnie z dziórami, niebieską kurtkę z
czerwono-białymi wstawkami i czarne botki na cienkim obcasie. Wzięłam
jeszcze świerzą bielizne i ruszyłam do łazienki. Połorzyłam ubrania na
półce, a te, które miałam na sobie wrzuciłam do kosza na pranie i
weszłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało żelem o zapachu limonki i
mandarynki, po czym spłukałam pianę i umyłam swoje włosy szamponem o
takim samym zapachu co żel. Ponownie spłukałam całą pianę i wyszłam z
pod prysznica wycierając się moim puszystym ręcznikiem. Gdy byłam już
słucha załorzyłam swoją czarną, koronkową bieliznę i owinęłam swoje
włosy ręcznikiem. Wyszczotkowałam zęby i ubrałam wybranne wcześniej
ubrania. Ściągnęłam ręcznik i odwiesiłam go na wieszak. Wyszłam z
łazienki, aby Rose też mogła wziąć prysznic i bez słowa ruszyłam do
toaletki, a szatynka zniknęła za drzwiami łazienki.
Wysłuszyłam włosy i
postanowiłam, że zostawie je naturalnie pokręcone, ale związałam je z
tyłu gumką w niską kitkę. Nałorzyłam podkład, korektor, fluid oraz
puder. Nałożyłam maskarę, po czym narysowam dwie idealne kreski moim
eye-liner'em oraz nałorzyłam trochę ciemnych cieni na powieki.
Pomalowałam jeszcze usta czerwoną szminką i wyglądałam idealnie. Weszłam
jeszczę do garderoby, aby wybrać jakieś dodatki.
Po krótkim namyśle
zdecydowałam się na czarny naszyjnik, który wygłąda jak sznurek. Złoty
zegarek i tego samego koloru kolczyki wkrętki w kształcie kółek. Wzięłam
jeszcze małą, czarną kopertówkę na złotym łańcuszki. Wróciłam do pokoju
gdzie czekała już ubrana Rose.
Miała na sobie
kombinezon bez pleców, wiązany z tyłu. Biała góra i czarny dół. Do tego
srebrne buty i torebka oraz biżuteria tego samego koloru. Właśnie
kończyła prostować włosy, więc podeszłam do niej i zaczęłam robić jej
makijaż. Nałożyłam podkład, korektor, fluid i puder. Następnie nałożyłam
maskarę i ciemne cienie. Na koniec cielisty błyszczyk i Rose wyglądała
genialnie.
-Wyglądasz pięknie - pochwaliłam przyjaciółkę i uśmiechnęłam się triumfalnie widząc moje dzieło.
-Dziękuję Ci kochana -
podziękowała uśmiechnięta. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek w
ramach podziękowań, a ja się lekko zaśmiałam.
-Idziemy? - zapytałam
przyjaciółkę pakując do torebki mojego IPhon'a, portfel, chusteczki i
szminkę, którą użyłam wcześniej, a ona pokiwała na tak i razem
ruszyłyśmy w stronę drzwi. Zeszłyśmy do salonu, gdzie zastałyśmy
chłopców. Rose podeszła do mojego brata i go pocałowała. Wspominałam, że
są parą? Spotykają się razem od 2 lat. Słodko razem wyglądają.
Chłopcy jak zawsze
pochwalili nasz wygląd i razem wyszliśmy z domu. Rodziców jak co sobotę
nie ma. W każdą sobotę jedzą kolację ze znajomymi. Jedyny dzień, w
którym możemy spędzić razem czas to niedziela. Tylko wtedy rodzice mają
czas, aby go z nami spędzić.
Ruszyliśmy do
samochodów. Ja jak zawsze jadę sama moim białym Ferrari 458 Italia. Rose
jedzie z Christian'em. Chaz z Ryan'em i Alfredo z Edward'em. Zawsze tak
jeździmy. Wyjechaliśmy z podjazdu jak zawsze w tej samej kolejności.
Pierwsza ja, za mną Christian i Rose, później Alfredo i Edward, a na
końcu Chaz i Ryan.
Jadąc ulicami Los
Angeles wszyscy widząc nas zjeżdżali nam z drogi. Jadąc 200 km/h
dojechaliśmy w 15 minut. Od razu, gdy wjechałam przez bramę wszyscy
zwrócili wzrok na nas i wszystkie rozmowy ucichły, jedynie niektórzy
szeptali coś między sobą.
Zgasiłam silnik
samochodu i pewnym siebie krokiem wysiadłam zamykając drzwi na klucz, a
po chwili dołączyła do mnie reszta. Ruszyliśmy do miejsca, gdzie wszyscy
zgłaszają się do wyścigów. Ja mam najgorzej, bo mało kto chce się ze
mną ścigać. Nikt nie lubi przegrywać.
Wróciliśmy do miejsca,
gdzie stały nasze samochody i zaczęliśmy dyskutować na różne tematy.
Zaczęłam się rozglądać, a moją uwagę przykuło wjeżdżające czerwone
Mitsubishi Eclipse GS z 2008 roku. Nigdy wcześniej go tutaj nie
widziałam. Zaparkował nie daleko nas, a z samochodu wysiadł dość wysoki
chłopak. Na pierwszy rzut oka był przystojny. Z pod białej czapki
wystawały zaczesane do tyłu blond włosy. Tajemniczy chłopak miał na
sobie ciemne jeansy opuszczone w kroku, z pod których wystawały białe
bokserki od Calvin'a Klein'a. Miał na sobie również zwykłą białą
bokserkę, a na to rozpiętą, flanelową koszulę z podwiniętymi rękawami do
łokci oraz szare Supry. Jego szyję zdobił złoty naszyjnik i
nieśmiertelnik, a na jego nadgarstku widniał złoty zegarek. W uszach
widniały również dwa złote kolczyki. Jego ręce pokrywało multum tatuaży,
które bardzo mi się podobały. Przyjrzałam mu się uważniej. Miał piękne
czekoladowe oczy, które od razu mnie oczarowały. Miał malinowe usta,
które na sam widok chce się całować, a po ich prawej stronie znajdował
się pieprzyk,, który dodawał mu uroku.
Od razu gdy wysiadł z
samochodu plastiki w skąpych strojach otoczyły go z każdej strony, ale
on nie zwracał na nie uwagi. Cały czas spoglądał w naszą stronę z lekkim
uśmiechem. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, brązowooki puścił do mnie
oczko, a ja odwzajemniłam uśmiech. Spojrzałam na Christiana i resztę
chłopaków, którzy szeptali coś między sobą patrząc w stronę
nieznnajomego. Posłałam Rosie pytające spojrzenie, lecz ona tylko
wzruszyła ramionami i wróciła wzrokiem na chłopaka, który był już tylko
kilka metrów od nas.
-Christian - powiedział blondyn i uśmiechnął się szeroko po czym przywitał się z moim bratem męskim uściskiem dłoni.
-Ile lat się nie widzieliśmy? - zapytał Beadles - 5, 6 lat? - znów zadał pytanie, a tajemniczy chłopak pokiwał tylko głową.
Gdy przywitał się już z
wszystkimi, oprócz mnie skierował się w moją stronę. Zatrzymał się 10
centymetrów ode mnie, a na jego twarzy widniał jeszcze większy uśmiech.
-Kendall - zwrócił się
do mnie, a w jego oczach zaóważyłam iskierki szczęścia. Chłopak
zmniejszył odległość między nami i po chwili mnie przytulił, a mnie
zamurowało.
Nawet go nie znałam, a
on się do mnie przystawiał. Nie miałam pojęcia z kąd znał moje imię oraz
moich przyjaciół, a tak poza tym pierwszy raz go tutaj widziałam. Gdy
udało mi się wyszarpać z jego uścisku spojrzałam w jego oczy. Nie było w
nich już tej radości. Były pełne smutku i niezrozumienia. Nie
wiedziałam o co chodzi. Przerzuciłam wzrok na Chhristiana. Zadałam mu
nieme pytanie "kto to?", a on chyba zrozumiał o co chodzi, więc szybko
do nas podszedł.
-Justin, ona cie nie
pamięta - powiedział spokojnie, a my oboje spojrzeliśmy na niego
pytającym spojrzeniem. - Kendall 4 lata temu miała wypadek... -zaczął -
Została potrącona przez samochód. - zrobił przerwę - Ledwo przeżyła... -
powiedział prawie niesłyszalnie - Straciła pamięć. Nie pamiętała nic.
Nawet jak się nazywa. Poznawała nas od nowa, a ona sama bardzo się
zmieniła. To już nie ta sama szara myszka co pięć lat temu, już chyba to
zauważyłeś. W dalszym ciągu pamięta mało osób, a ty... -wziął głęboki
oddech i wypuścił powietrze - Widziała twoje zdjęcia, ale bardzo się
zmieniłeś. Dlatego cie nie poznała. - uśmiechnął się lekko w naszą
stronę.
-To dla tego przestałaś
pisać - powiedział myśląc nad czymś. - Myślałem, że po prostu znalazłaś
sobie kogoś innego i mnie nie chcesz znać. - powiedział z nutką nadziei w
głosie.
-My byliśmy razem? -
krzyknęłam zaskoczona. Pięknooki pokiwał lekko głową i posłał mo
strasznie seksowny uśmiech. - Przepraszam! Ja.. Nie wiedziałm..! -
zaczęłam się tłumaczyć, a on mnie uciszył przykładając palec wzkazujący
do moich ust. I bez żadnych zbędnych słów po prostu mnie przytulił.
Odwzajemniłam uścisk. Poczułam przyjemne ciepło, tak jakby jakaś pustka w
moim sercu została zapełniona.
***
Hej kochani!!! Oto 1
rozdział! Mam nadzieje, ze przypadnie wam do gustu. Nie wiem kiedy
nastepny, bo jutro jest rozpoczecie roku sql, wiec bede miala mniej
czasu.
Komentujcie!!! Kocham ❤❤❤
(**2687 słów**)